Zły dzień

Na naszych łamach felietonem "Zły dzień" debiutuje Piotr Ornoch, autor zbioru wierszy Łaska Cynamonu

Miałem dziś zły dzień. Okazało się, że swoją niefrasobliwością, ignorancją, zawiścią, spowodowałem sporo złych rzeczy, które spotkały moją Ojczyznę.
Zaczęło się od spotkania ze znajomą.
– Ty! Obrońco zwierząt za dychę! – krzyknęła z dziwną satysfakcją w głosie. – Nie głosowałeś na Komorowskiego, bo strzelał do zwierząt. A zobacz, co teraz robi ten twój Szyszko – wybija zwierzynę, wycina puszczę!
- Zaraz, zaraz, jak to mój? Nie głosowałem na niego.
- Ale też nie głosowałeś na poprzednią władzę, a to tak, jak byś głosował na dobrą zmianę.
- Zamilkłem i spuściłem głowę rażony bezwzględną logiką tego dowodzenia. Znajoma odeszła w chwale zwycięskiej politycznej debaty.
Poszedłem do domu i zasiadłem do kompa. Na prywatną pocztę dostałem emaila od dawnego kolegi ze studiów. Napisał mi: „Nie głosowałeś, dupku, na Korwina, że niby taki wariat. A teraz zobacz – ten szaleniec, Twój Antek co wyprawia! I tylko nie pisz mi tu, że nie twój, bo na niego nie głosowałeś. Nie głosowałeś na Korwina, to znaczy, że głosowałeś na stare koryto. Koniec, kropka.” Zdenerwowany wyłączyłem kompa i usiadłem na kanapie.
Nie na długo. Ostry dzwonek telefonu poderwał mnie na nogi. Dzwoniła ciocia. Dość szybko przeszła od tematów rodzinnych na politykę.
- Chcę ci powiedzieć, że nie głosowałeś i tak się wyśmiewałeś z tego Kosiniaka i PSL, że wszędzie poustawiali w urzędach i spółkach swoje rodziny a zobacz, co ci Twoi nowi wyprawiają! Ile tu kumoterstwa, nepotyzmu! I co?
- Ciociu, ci nowi, to żadni moi. Ja na nich nie głosowałem.
- E tam , takie gadanie, twoi dziadkowie byli ze wsi i powinieneś głosować na swoich. A tak to, to zobacz, co przez ciebie się wyrabia!
Rozłączyła się.
Nie myślcie, że to w tym dniu koniec mych przykrości. Pojechałem do miasta na biznesowe spotkanie z dawną koleżanką z pracy. Kiedyś pracowaliśmy razem, więc na początek obgadaliśmy wszystkich starych znajomych. Ale nagle zmieniła temat.
- Wiem, że nie głosowałeś na Petru i naigrywałeś się, że nie zna podstawowych rzeczy z historii, myli i przeinacza fakty, a co mówiła ta rzeczniczka partii rządzącej? Że o Katyniu i pakcie Ribbentrop – Mołotow uczyła się z książek przedwojennych! Widzisz, kogoś wybrał?
- Moja droga, – żachnąłem się – nie głosowałem na PiS.
- Ale nie jesteś za Nowoczesną i Petru, więc jesteś wodą na młyn dla PiSu.
Tak mnie tym zezłościła, że zapłaciłem tylko za siebie i opuściłem lokal, pożegnawszy ją chłodno.
Wyszedłem na ulicę i pomyślałem: „Cóż jeszcze rozkosznego mnie dziś spotka?”. Odpowiedź życie przyniosło błyskawicznie, a tą odpowiedzią był mój kuzyn, znawca kobiecej urody. Nie muszę chyba dodawać, że był w czasie prezydenckich wyborów zdeklarowanym zwolennikiem pani doktor Ogórek.
- No co, kuzynku? Żeś gadał na Madzię, że taka marionetka w rękach Millera, a popatrz na twoją Becię, jak nią prezesik porusza niteczkami!
- Braciszku, - zasapałem – żadna moja Becia.
- Twoja, twoja, bo żeś na Madzię nie głosował i przez ciebie mamy Becię.
Kuzyn pojechał szybko, bo nie miał czasu na pogaduszki. Tyle, że mnie pognębił i to wystarczyło.
Wlokłem się po ulicy ze wzrokiem skupionym na chodnikowych płytach, gdy nagle przede mną wyrósł zażywny jegomość, a raczej jego tubalny głos.
- Ooooo! Kogo moje piękne oczęta widzą!
Dawny klient, bardzo sympatyczny i życzliwy człowiek.
- Jak tam w polityce, panie kolego? Idziemy do przodu, co? A lemingi płaczą. – zarechotał po czym spojrzał na mnie badawczo. – Ejże, z tego co pamiętam, to pan nie bardzo byłeś tego… nasz?
- No wie pan… na Komorowskiego nie głosowałem, ale na Dudę też nie.
- Uuuch ty… Przez takich to mogliśmy przegrać! I co? Taki, kolega, byłeś kiedyś za ludem i biednymi, to teraz byś pan miał. Złodziei, kamieni kupę, ośmiorniczki i Amber Gold. Dobrze, że mądrzejszych było więcej!
Uciekłem.
Blisko domu, gdy już czułem się niemal zupełnie bezpiecznie, wpadłem na pochód młodzieży niepokornej. Tak jakby mnie znali wykrzyczeli, że kto nie głosował na Kukiza lub Kowalskiego, to komuszy zdrajca albo pisowski mięczak i oszust.
Wróciłem załamany. Byłem wszystkiemu winien. Właściwie, co bym nie uczynił, było to dla mojego kraju złe. Nie wiedziałem, co począć. Czułem, że nie umiem zrobić nic pożytecznego dla Polski. Usiadłem w głębokiej medytacji… Zadziałało! Doznałem wglądu. Napisałem szybko maila do znajomego psychiatry. Po godzinie oddzwonił. „Wszystko da się załatwić. Jeśli chodzi o ciebie, bez problemu”, powiedział.

Z automatu na korytarzu oddziału zadzwoniłem do wszystkich. W przypadku Kukiza i Kowalskiego wykonałem telefony do ich sekretariatów. Każdemu obiecałem, że w najbliższych wyborach zagłosuję na ich kandydatów. Najważniejsze jest to, że wiem, że to zrobię! Salowy, pan Henio powiedział mi dziś po śniadaniu, że w przypadku zdiagnozowanych zaburzeń dysocjacyjnych tożsamości, każda z osobowości dostaje w punkcie wyborczym, w pokoju pielęgniarek, osobną kartę do głosowania.

Theme by Danetsoft and Danang Probo Sayekti inspired by Maksimer