Zaklinacz deszczu

Opowieść tą usłyszałem od Rosi Sunya Kjolhede, której Mowy Dharmy wysłuchałem ostatniego dnia odosobnienia medytacyjnego w ośrodku zen. Rosi opowiedziała historię, którą jej z kolei przekazał pewien Azjata (nie pamiętam już jego nazwiska), a który usłyszał ją od zachodniego podróżnika Wilhelma Richarda, który na początku XX wieku podróżował po Chinach.

Richard trafił do pewnego regionu, który borykał się z suszą. Mieszkańcy wsi, w której gościł posłali po zaklinacza deszczu. Gdy go sprowadzili zapytali się go, co mu potrzeba, aby mógł wykonać swoje zadanie. Ten odpowiedział, że wystarczy mu odosobniona pusta chata, w której nikt nie będzie mu przeszkadzać. Mieszkańcy odpowiedzieli, że jak najbardziej są w stanie sprostać jego prośbie. Zaklinacz deszczu zamknął się w chatce i nikt nie widział go przez kolejne trzy dni.
Po trzech dniach przyszły upragnione deszcze. Nie były to jednak deszcze nawalne wypłukujące glebę i grożące powodzią, ale takie, które drobnym i długotrwałym opadem dobrze wsiąkają w wysuszoną i zaskorupioną ziemię.

Nasz podróżnik Wilhelm Richard postanowił spotkać się z zaklinaczem deszczu. Wspominał, że stał przed nim mały Chińczyk. Zapytał się go, co takiego zrobił, że deszcz spadł. Zaklinacz deszczu odpowiedział, że w zasadzie nic takiego. Gdy przybył do tej okolicy poczuł w sobie silną nierównowagę energii żywiołów tych stron objawiającą się suszą. Zamknięty w chatce przez trzy dni odosobnienia po prostu w ciszy przywracał równowagę energii w sobie samym. Gdy przywrócił równowagę energii w sobie, ta została przywrócona w regionie, ponieważ wg nauk buddyjskich i tao nie istnieje rozdzielenie pomiędzy światem wewnętrznym i zewnętrznym.
Zaklinacz deszczu zaburzenie równowagi energii tego regionu czuł jak swoje własne zaburzenie. Gdy z pomocą praktyki medytacyjnej zrównoważył je w sobie, na drodze jakiegoś rezonansu energie zostały zrównoważone w "zewnętrznym ciele" jakim jest świat otaczającej przyrody.

O związku między ludźmi i przyrodą, korelacji pomiędzy utrzymującym się długo zbiorowym stanem umysłu danej grupy, a stanem środowiska naturalnego pięknie napisał Grasdorff Gilles w swojej książce pt. nomen omen "Zaklinacz deszczu". Tematem przewodnim jest w niej historia przybycia w 1974 r. wraz z grupą mnichów XVI Karmapy do amerykańskich Indian Hopi, którzy borykali się wówczas z ogromną suszą. Wspólnie odprawione rytuały przez XVI Karmapę i jego mnichów oraz starszyznę Hopi spowodowały przyjście deszczów, które ocaliły resztę zbiorów.
Autor pokazuję na przykładzie szczególnie tych dwóch starych kultur - tybetańskiej i Hopi, ale też nawiązując i do innych tradycji, jak mądrość dawnych opowieści i praktyk duchowych mających na celu utrzymywać te grupy w zdrowej harmonijnej relacji z ludźmi i z naturą, pozwalały unikać klęsk żywiołowych lub je łagodzić, a jak sprzeniewierzanie się dawnej mądrości przodków i nauczycieli prowadzi do załamania harmonii wewnątrz narodu i upadku moralności, a te na planie fizycznym materializują się z czasem utratą harmonii w otaczającym środowisku w postaci czy to klęsk żywiołowych, czy to, jak ma to miejsce współcześnie na obu wyżynach - Kolorado i Tybetańskiej - klęsk ekologicznych i degradacji ekologicznej (że za ich bezpośrednią przyczyną stoją najeźdźcze narody, jest tu sprawą drugorzędną).

Nasz związek z naturą i kosmosem jest o wiele silniejszy, niż nam się to może wydawać. Wiele z tych powiązań, szczególnie na poziomie umysłu, wciąż są wielką tajemnicą dla naszej nauki.

Tomasz Nakonieczny

Theme by Danetsoft and Danang Probo Sayekti inspired by Maksimer