Coming out przedwyborczy

Śledzę raczej uważnie wydarzenia i dyskusje w kampanii wyborczej. I to co widzę i słyszę - sprowadza się do dyskusji maglowej na poziomie pyskówek i personaliów, o tym kto i ilu będzie mieć posłów, kto z kim i kto kogo... Dyskusje w których "klasa próżniacza", jak zwykle zajmuje się głównie sobą.

Brakuje zaś dyskusji na poziomie wizji, na poziomie planu wieloletniego, liczonego na dziesięciolecia, rozwoju Polski, czy choćby myślenia w perspektywie dłuższej niż kolejne wybory.
Nie usłyszałem od przedstawicieli żadnej z partii szykujących się ochoczo do rządzenia, propozycji na rozwój Polski po 2020 roku, czyli de facto po zakręceniu unijnego kurka z pieniędzmi.
Nie słychać też dyskusji o problemach, jakie obecnie rozdzierają i rozbijają zachodnie demokracje a mainowicie "demokracji niereprezentatywnej", narastających nierównościach, ani nawet nad tak gorącym i aktualnym tematem jak TTIP.
Ale to nie jedyny brak poprzez, który definiuje się nasz, pożal się Awalokiteśwaro, "dyskurs publiczny" i dominujące na scenie politycznej ugrupowania.
Drugi, równie poważny - to całkowite pomijanie problemów dotykających wielu z nas, problemów jakie dramatycznie narastają na "zielonej wyspie".
Zapewne bardziej medialne jest krzyczenie o "zamachu smoleńskim" i "faszystach z PiS-u", niż cierpliwe, wymagające pracy i kompetencji szukanie rozwiązań dla problemów, takich jak narastająca epidemia próchnicy, którą dotknięta jest ponad 90% polskich nastolatków!
Kolejną epidemią, wyrządzającą ogromne szkody społeczne i powodującą niewyobrażalne cierpienia jest epidemia depresji, na którą cierpi już ponad 1 mln Polaków. Depresja to nie tylko cierpienie chorego i jego najbliższych. To ogrom problemów społecznych i ekonomicznych. Nieleczona często staje się początkiem alkoholizmu, bezdomności, nędzy i wykluczenia.
Jeżeli na depresję zachoruje główny żywiciel rodziny, może to oznaczać brak środków do utrzymania, spiralę długów i w rezultacie wyjęcie poza nawias społeczeństwa.

Od roku leczę się, a od wielu lat choruję na depresję. W Warszawie na refundowaną wizytę u psychiatry czeka się około 3 miesięcy, na wizytę u terapeuty nawet dłużej. Co to oznacza dla chorego na depresję? To trzy miesiące piekła. Jest to może zresztą jakieś rozwiązanie-zawsze jest szansa, ze problem przez ten czas zniknie, bo chory popełni samobójstwo.
To jest pewnego rodzaju błędne koło. Osoby biednej nie stać na leczenie z depresji, depresja powoduje, że nie jest ona w stanie podjąć pracy, pracować wydajnie, więcej zarabiać. Spycha w coraz większą biedę. Nierzadko ... aż do tragicznego finału.

Mnie jak do tej pory jakoś się udaje, pracuję nad sobą i zawodowo, staram się prowadzić i rozwijać portal... Nie jest łatwo,są lepsze i gorsze dni, ale miałem dużo szczęścia. I będąc buddystą mogę powiedzieć, że moja praktyka i zaufanie w niezmierzone współczucie Buddów i Bodhisatwów pozwoliły mi przetrwać najgorsze. Jestem, przy wszystkich moich słabościach i niedostatkach, człowiekiem religijnym. A religia, cokolwiek złego się wydarza i jakkolwiek życie rozpada się na kawałki, daje nam oparcie i siłę.

Wiele osób takiego szczęścia nie ma, a kilkanaście dziennie popełnia samobójstwo. To 5 tyś rocznie. Małe miasteczko. Te osoby nie istnieją w programach partii politycznych, w dyskusji publicznej, zostawiane są same sobie. Główne siły polityczne w Polsce w tym wykluczaniu są zgodne.

I to jest jeden z powodów dla jakich głosuję, popieram i kandyduję z partii Razem.
""Sprawna, dostępna dla wszystkich opieka zdrowotna jest dla RAZEM priorytetem. Pamiętając, że osoby z poważnymi zaburzeniami psychicznymi mają gorszy dostęp do ogólnej opieki zdrowotnej i dłużej oczekują na diagnozę, musimy zacząć od zwiększenia dostępności opieki psychiatrycznej. Wizyta u lekarza-psychiatry nie może być przywilejem zamożnych osób z dużych miast."
Razem to jedyna partia, która ma swoim programie poprawę dostępności opieki psychiatrycznej, to jedyna partia, która ten dotykający milionów Polaków problem chce rozwiązywać. Jedyna która nie wstydzi się ludzi będących właśnie w słabszej formie psychicznej, nie ucieka przed nimi, nie udaje że ich nie ma. Dlatego głosuję na Razem.
To jedyna partia która chce rozwiązywać konkretne bolesne problemy z jakimi się borykamy.
Brałem udział w Konwencji Programowej ,,RAZEM" 10-ego października. To co tam widziałem napełniało nadzieją, że nie tylko inna polityka, ale inna Polska jest możliwa.
Polska w której nikt nie zostaje wyrzucony za burtę i zostawiony bez pomocy. Polska w której ideały Solidarności lat 80/81 są czymś więcej niż zabytkiem z listy UNESCO. Polska, gdzie demokracja, partycypacja i dobro wspólne to żywa codzienność. Polski w której głos każdego obywatela ma znaczenie.
Niektórzy podnoszą jako słabość czy zarzut wobec Razem – fakt iż ta partia, nie ma lidera. Cóż, to jest też nowa jakość w naszej polityce. Dotychczas partie miały lidera, ale nie miały programu, poza zdobyciem i utrzymaniem władzy. Ta cecha jest tez przejawem tej "innej polityki", polityki bez dyktatorów partyjnych, polityki kolektywnej. Polityki w której każdy głos ma znaczenie a proces tworzenia programów i podejmowania decyzji przebiega od dołu, od dyskusji w której każdy może uczestniczyć i wpłynąć na ostateczny kształt podejmowanych decyzji.

Partia Razem jest jedyną alternatywą dla duopolu PO-PiS, budowaną na fundamencie bez nienawiści i wykluczania.
Parta Kukiz 15 - cóż, wystarczy przypomnieć sobie słowa jej lidera z wieczoru wyborczego w dniu wyborów prezydenckich. To człowiek, którego programem jest nienawiść, KORWIN głosi bezwzględny darwinizm społeczny, Ruch Narodowy to partia pogardy dla wszystkich niebędących "prawdziwymi Polakami", czyli nie będących zwolennikami RN.
Razem walczy w tej chwili o próg 3% głosów po przekroczeniu, którego dostanie dofinansowanie z budżetu. Niedawna burzliwa dyskusja w biurze partii pokazała jak jest to ważne- nie da się prowadzić kampanii wyborczej po godzinach pracy, wymaga to zaangażowania na pełny etat.
A angażujące się osoby muszą z czegoś żyć, chyba że chcemy dalszej oligarchizacji polskiej polityki. Niedawno Ryszard Petru bez żenady, wręcz z dumą oznajmił na antenie Radia RMF, że kandydaci do sejmu na "jedynkach" płacą za nie po 30 tys. zł. Nieoficjalnie wymienia się kwoty (nie tylko w Nowoczesnej) kilkakrotnie wyższe. Co to oznacza? Ano, żeby dostać się do sejmu - trzeba albo mieć wolnych kilkadziesiąt tysięcy złotych, albo otrzymać je od bogatego "wujka". W czyim interesie, więc będą tacy posłowie stanowili prawo? Jak będą się odwdzięczać owym "wujkom"?
Razem to ugrupowanie które głosząc konsekwentnie lewicowy, socjaldemokratyczny/socjalistyczny program, nie ma szansy na dotacje od "wujków". W tej chwili jedyne, niewielkie fundusze, pochodzą z wpłat członków i zwolenników. Czy da tej mizernej bazie finansowej zbudować przez najbliższe cztery lata silny ruch polityczno-społeczny, będący w stanie powtórzyć sukcesy PODEMOS czy SYRIZY?
Bilans dokonań ostatniego półrocza pokazuje, że w RAZEM jest taki potencjał. O ile nie nastąpi wypalenie ani przytłoczenie codziennością zarabiania na chleb i uda się podtrzymać dopływ nowych członków to najbliższe cztery lata mogą należeć do RAZEM.

Czy tak się stanie zależy od głosu każdej i każdego z nas. Pomóżcie zmienić Polskę.
Zagłosujcie 25 października na RAZEM. Aby inna polityka i inna Rzeczpospolita - stały się faktem!

Theme by Danetsoft and Danang Probo Sayekti inspired by Maksimer