warning: Creating default object from empty value in /home/milinda/domains/milinda.pl/public_html/modules/taxonomy/taxonomy.pages.inc on line 33.

Opinie

Co z kulturą?

"Mamy tu kolejne zapytanie. Yyyy... z dziedziny kultury. Zapytanie brzmi: co... z kulturą?"
Jacek Kleyff, Salon Niezależnych, skecz "Pytania z sali"

W wywiadzie dla weekendowej Gazety Wyborczej Zbigniew Hołdys opowiada o swym spotkaniu przed paru laty z Donaldem Tuskiem, ówczesnym premierem RP.
"- Bardzo się pan rozczarował po tym spotkaniu?
- Bardzo. Bo to, o czym rozmawialiśmy, to były sprawy dla mnie kluczowe. Tusk powiedział wtedy jeszcze coś, co do dziś mi nie daje spokoju.
Czytaj dalej

Epitafium dla rewolucji

Śmierć Fidela Castro, jakkolwiek go oceniać, jest końcem pewnej epoki. El Comandante był ostatnim z rewolucjonistów lat 50 i 60-tych, którzy ryzykowali życie dla swoich ideałów. W Polsce już dawno rządzili karierowicze, których zmiotła kolejna rewolucyjna fala rozpoczęta w 1980 roku powstaniem Solidarności, gdy kubańscy przywódcy żyli wciąż wspomnieniem bohaterskiej wyprawy jachtem o wdzięcznej nazwie "Babcia". W tamtym pokoleniu było coś romantycznego. I często to kaprysy historii, geopolityka czy zrozumiałe tylko na Buddów uwarunkowania karmiczne decydowały który z nich stawał się okrutnym satrapą jak Castro a który bohaterem walki o wolność i laureatem Pokojowej nagrody Nobla jak Nelson Mandela. Czytaj dalej

Zły dzień

Na naszych łamach felietonem "Zły dzień" debiutuje Piotr Ornoch, autor zbioru wierszy Łaska Cynamonu Czytaj dalej

(Nie)dobra zmiana

Nic chyba tak wyraźnie nie pokazuje mizerii nowej władzy jak projekt 500+.
Sztandarowy projekt, jeden z tych, dzięki którym partia "dobrej zmiany" odniosła zwycięstwo, okazuje się całkowicie nieprzygotowany a żałosne kontredanse tańczone wokół niego przez urzędników pokazują jak w soczewce zapędy PiS do kontroli nad wszystkim i każdym.
Szczyty absurdu, niczym z Monthy Pythona, osiągnęło ministerstwo kierowane przez (co za niespodzianka) Zbigniewa Ziobrę. A elementy uzasadnienia to czysty surrealizm (czekamy na dada w oficjalnych pismach) Czytaj dalej

Coming out przedwyborczy

Śledzę raczej uważnie wydarzenia i dyskusje w kampanii wyborczej. I to co widzę i słyszę - sprowadza się do dyskusji maglowej na poziomie pyskówek i personaliów, o tym kto i ilu będzie mieć posłów, kto z kim i kto kogo... Dyskusje w których "klasa próżniacza", jak zwykle zajmuje się głównie sobą. Czytaj dalej

Masażysta Surash

W Chennai spędziłem ponad miesiąc. A konkretnie w The Santa Ayurveda Hospital, do którego pojechałem na podreperowanie kręgosłupa. Czas poza zabiegami spędzałem na szpitalnym tarasie i na krótkich spacerach po dzielnicy T. Nagar. Miałem z niego doskonały punk obserwacyjny na tarasy okolicznych domów, na których toczyło się od – rana do wieczora – codzienne życie ich mieszkańców. Z tych obserwacji powstała mozaika impresji na temat tego miasta i napotkanych ludzi. Czytaj dalej

Prasowacz Arun

Jego cały majątek to ważące z 5 kg żelazko z „duszą” i zbita z desek buda. Pracuje w tym samym miejscu czyli przy North Boag Road od 12 lat. „Odziedziczył” to miejsce po ojcu, który też był prasowaczem. Nie żyje od 6 lat. Czytaj dalej

O ewolucji i Trójcy Świętej

Rozklekotany Ashok Leyland linii 599 z Mahabalipuram do Chennai wytoczył się z przeraźliwym skrzypieniem za Kovalam na East Coast Road. Do dworca w T. Nagar zostało ponad 30 km i prawie godzina jazdy. Przez otwarte drzwi i okna wpadała, od Zatoki Bengalskiej, przyjemna bryza chłodząc w naturalny sposób rozgrzane ciała pasażerów. Głównie dzieci wracające ze szkoły, które podjeżdżały po 2-3 przystanki, ale też pary poszukujące mocniejszych wrażeń w mieście na sobotni wieczór. Czytaj dalej

Dobry, stary Aśhok Leyland

Najczęściej używanym przez mieszkańców środkiem komunikacji publicznej są autobusy (kiedy piszę ten tekst metro jest w remoncie). Codziennie, wysłużone Aśok Leyland w kolorze brązowo-kawowym dowożą do pracy i szkół dziesiątki tysięcy ludzi. Czytaj dalej

Ten „straszny” Chennai

W moich zapiskach czytelnik nie znajdzie porad i sugestii w rodzaju: gdzie zjeść i co zobaczyć. Nie ma w nich informacji o hotelach, muzeach, zabytkach, komunikacji tak charakterystycznych dla tzw. twórczości podróżniczej. Chciałem w nich oddać uchwycony przeze mnie klimat Chennai, bo jest to miasto, które – jak całe Indie – można znienawidzić lub pokochać. Dziś stwierdzam, że nie wybrałem żadnej z tych opcji. Tkwię gdzieś w zawieszeniu pomiędzy „kocham” i „nienawidzę”.
Rozpoczynamy publikacje cyklu artykułów w których Antoni Styrczula opisuje "swoje" Indie Czytaj dalej

Theme by Danetsoft and Danang Probo Sayekti inspired by Maksimer