Powyborcze refleksje, część 1

Nic nie pisaliśmy o niedzielnych wyborach na Ukrainie i w Polsce a śledziliśmy na naszych łamach wydarzenia w Tajlandii.
Mogło to dziwić, bo co tam jakiś mały, zacofany krain na końcu świata, kiedy tu decyduje się przyszłość Polski, Europy, świata...
Ano właśnie. Warto sobie zadać pytanie- co tak naprawdę się decyduje i gdzie.

Tydzień po wyborach to dobry moment na małe podsumowanie sytuacji

1. Ukraina
Spójrzmy najpierw na Ukrainę. I przypomnijmy sobie historię "ukraińskiej rewolucji". Na przełomie 2004 i 2005, w odpowiedzi na sfałszowanie wyniku wyborów prezydenckich wybuchła na Ukrainie "pomarańczowa rewolucja", w której brały udział setki tysięcy manifestantów. Mediacje między władzą a opozycja prowadzili byli prezydenci Polski Aleksander Kwaśniewski i Litwy Valdas Adamkus. Ostatecznie sąd konstytucyjny zdecydował o powtórzeniu wyborów, w których zwyciężył kandydat opozycji Wiktor Juszczenko, premierem została Julia Tymoszenko.
I już po pół roku "pomarańczowi" zaczęli się kłócić i dzielić. Prezydent zdymisjonował panią premier a po kolejnych kilku miesiącach spory rewolucjonistów przyniosły efekt przy urnach wyborczych- najwięcej głosów zdobywa Partia Regionów Janukowycza.
Partia Regionów wygrywała również w kolejnych wyborach a nieudolne i kłótliwe rządy "pomarańczowych" ułatwiały te zwycięstwa. Nasuwa się tu analogia do polskiej prawicy lat 90-tych która na własne życzenie, kłócąc się i dzieląc na coraz więcej partyjek zapewniła SLD zwycięstwa w kolejnych wyborach.
Ostatecznie w drugiej turze wyborów prezydenckich 7 lutego 2010 roku Wiktor Janukowicz wrócił do władzy.
Warto to sobie przypomnieć, by mieć jaśniejszy obraz całej sytuacji.
Janukowicz wygrywał kolejne demokratyczne wybory, niezależnie od tego co stało się na Euromajdanie nie był dyktatorem który zdobył władzę w wyniku zamachu stanu ale demokratycznie wybranym prezydentem, którego obalono w wyniku zamachu stanu raczej niż rewolucji.
Trzeba też przypomnieć, że Ukraina nigdy w swojej krótkiej historii państwowej nie była monolitem, wschodnia część cały czas ciążyła do Rosji a Partia Regionów miała zawsze duże poparcie, "pomarańczowi" i dążenie do Unii europejskiej to domena zachodniej części kraju.

Warto sobie zadać pytanie czy nie jest tak, że "rewolucjoniści" podłożyli się Rosji. Kiedy 21 lutego podpisano porozumienie zakładające ograniczenie praw prezydenta do tych z konstytucji z 2004 roku, stworzenie nowego rządu w ciągu 10 dni i wcześniejsze wybory prezydenckie sytuacja mogła zostać opanowana a władza oddana przez Janukowycza pokojowo, z zachowaniem wszystkich konstytucyjnych zasad (oczywiście zakładając że Janukowicz i jego partia regionów te wybory by przegrali) a Putin nie miałby podstaw by nazywać wydarzenia w Kijowie "puczem" i mówić o przejęciu władzy na Ukrainie przez "faszystów". Tak się jednak nie stało. Opozycja złamała zawarte porozumienie już następnego dnia. Popołudniu Rada Najwyższa Ukrainy podjęła uchwałę o odsunięcia od władzy dotychczasowej głowy państwa. I tu jest kolejny smaczek, o którym mało kto wie a jeszcze mniej mówi, uchwała ta jest nieważna. Rezolucję o odsunięciu Janukowycza poparło 328 posłów w 450-osobowej izbie, w związku z czym głosowanie w przedmiocie odsunięcia od władzy Wiktora Janukowycza nie spełniło konstytucyjnego warunku trzech czwartych głosów Rady Najwyższej tj. 338.
Żeby nie rozwlekać się, bo wiele można pisać o prawie mieszkańców Krymu do samostanowienia, niezależnie do tego jak było przeprowadzone referendum w tej sprawie. Można powiedzieć, ze było to nielegalne i nieważne referendum przeciwko, nielegalnej i nieważnej władzy w Kijowie.
Ale spójrzmy kto przejął władzę na "nowej" Ukrainie.
Gubernatorem Dniepropietrowska został Ihor Kołomojski, jeden z najbogatszych ukraińskich oligarchów, którego majątek szacowano w 2008 roku na 6,5 miliarda dolarów. Jego styl prowadzenia interesów charakteryzuje się tworzeniem możliwie zagmatwanych i nieprzejrzystych powiązań biznesowych. Wiele o jego przedsięwzięciach mówi historia polskiego przedsiębiorcy Zbigniewa Wróblewskiego, któremu skradziono, wybudowaną na Ukrainie, fabrykę lodów i mrożonek.
Gubernatorem doniecka został natomiast Serhij Taruta z listy 500 Forbesa, właściciel Stoczni Gdańskiej i Huty Częstochowa. Wokół prywatyzacji Stoczni krążą od jakiegoś czau NIK i CBŚ, podejrzewając jej niezgodność z prawem.
No i tryumfator wyborów prezydenckich Petro Poroszenko, zwany "królem czekolady". Wikipedia zdawkowo podaje "W latach 90. w okresie przemian zajął się działalnością gospodarczą m.in. w branży spożywczej, uzyskując znaczącą pozycję na rynku." Był szefem Rady Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony w rządzie Julii Tymoszenko i ministrem rozwoju gospodarczego i handlu za rządów Janukowycza a pod koniec ubiegłego roku kolejny raz zmienił front i spierał antyrządowe protestu na Majdanie.
Karierę biznesową zaczynał jeszcze na studiach w latach 80-tych, wykonując zlecenia konsultingowe dla państwowych przedsiębiorstw. Wtedy też zaczął importować z Holandii i Belgii kakao a na początku lat 90-tych przejął upadajace ukraińskie fabryki czekolady.
Warto sobie zdawać sprawę, ze każdy kto w czasach upadku Związku Radzieckiego robił "biznesową" karierę musiał mieć przestępczo-kagiebowskie (często będące tymi samymi) kontakty i powiązania.
Byc może się mylę, ale wygląda na to, że prawdziwymi zwycięzcami wydarzeń rozgrywających się na Ukrainie są tamtejsi oligarchowie, którzy usadowili się na szczytach władzy. I jak widać po ich życiorysach nie ma dla nich zbytniego znaczenia, jakiemu obozowi politycznemu służą. I tak samo jak dziś poparli majdanowców, tak jutro, gdy sytuacja się zmieni mogą poprzeć dowolną inna władzę, która skutecznie zabezpieczy ich interesy. A ich jedyna ojczyzną są pieniądze.
Trzeba też zwrócić uwagę na fakt, że na wschodzie kraju w zbuntowanych prowincjach wybory praktycznie się nie odbyły co ma swój symboliczny i praktyczny wymiar. Symbolicznie jest to pogłębianie przepaści między dwoma częściami kraju i potwierdzenie odrębności wschodnich rejonów, praktycznie-umożliwiło Poroszence zwycięstwo już w pierwszej turze. Co by było gdyby w wyborach kandydował pochodzący ze wschodu zwolennik federalizacji kraju? I czy byłoby to komukolwiek na rękę? Czy takiego kandydata dopuścili by rządzący w Kijowie majdanowcy, chcący przedstawiając separatystów wyłącznie jako oszalałych terrorystów dążących do zniszczenia ukraińskiej ojczyzny i zdecydowanie odrzucający pomysły federalizacji, które mogły ocalić jedność Ukrainy, czy na takiego kandydata zgodziłby się Putin dążący do zajęcia jak największej części terytorium Ukrainy i przedstawiający rząd w Kijowie jako benderowców i faszystów?

Niezależnie od dalszego biegu wydarzeń, które znów przyśpieszyły za sprawą ofensywy sił zbrojnych Ukrainy nie jest to czas na radość i gratulacje dla nowego członka "wielkiej europejskiej rodziny", która może ciężaru tej nowej zdobyczy nie udźwignąć. Ogrom reform i związanych z nimi potrzeb finansowych nie jest na miarę sił osłabionej kryzysem Unii Europejskiej, a bez szczodrego dofinansowania z Zachodu reformy mogą doprowadzić do buntu społecznego na masową skalę, przy którym walki z początku tego roku to dziecięca zabawa w piaskownicy. Reformy te mogą mieć też ogromne znaczenie dla przyszłości światowego rynku finansowego na który przebojem wdarła się wirtualna waluta bitcoin.
Bez wchodzenia w szczegóły techniczne-do generowania bitcoinów używa się, zużywających ogromne ilości prądu, komputerów zwanych "koparkami", największym "zagłębiem" bitcoinów jest właśnie Ukraina na której opłaty zarówno za prąd są zryczałtowane i bardzo niskie.
Wprowadzenie reform gospodarczych związanych z umową stowarzyszeniową a potem członkostwem w Unii Europejskiej MUSI doprowadzić do urynkowienia tych cen czyli wielokrotnego wzrostu wysokości rachunków za gaz i energię elektryczną. Co będzie oznaczać zmniejszenie się strumienia bitcoinów wpływających na światowy rynek z Ukrainy, a więc zapewne nagłego wzrostu wartości.
A w wymiarze społecznym będzie to równoznaczne z ogromnym zubożeniem społeczeństwa i najprawdopodobniej buntami społecznymi na ogromną skalę. A Rosja zacznie się jawić Ukraińcom jak wybawicielka spod europejskiego ucisku.
Jeżeli do tej pory władze w Kijowie nie zakończą konfliktu w zbuntowanych prowincjach i nie ułożą trwałych, pomyślnych stosunków z Rosją może to oznaczać koniec państwa Ukraińskiego. Jeżeli do tego typu buntów dojdzie będzie to sytuacja o wiele też niebezpieczniejsza dla Polski niż obecna rozgrywka Putina, bo angażująca bezpośrednio UE, której Polska jest najbliżej Ukrainy położoną częścią.

Kolejnym aspektem sytuacji, lekceważonym u nas, jest kontrakt miedzy Rosją (a dokładnie państwowym koncernem Gazprom) a Chinami na dostawę gazu. I to właśnie Chiny są na razie jedynym zwycięzcą w konflikcie na Ukrainie.
Groźba ograniczenia importu rosyjskiego gazu do Europy, posłużyła Chińczykom do wynegocjowania o wiele korzystniejszych warunków niż mogliby dostać jeszcze kilka miesięcy temu. Ale też zarazem kontrakt ten odwrócił niejako sytuację- teraz to Rosja może straszyć Europę przerzuceniem swojego eksportu gazu do Chin.
Kontrakt ten może oznaczać też jedną z dwóch możliwości. Lepszą, że Chiny będą chciały uczynić z Rosji swoje zaplecze surowcowe i na rękę będzie im jak największe osłabienie tego kraju. I o wiele niebezpieczniejszą, dla Europy i całego świata- że te dwa państwa nawiążą bliższą współpracę, wymierzoną przeciwko europie i USA.
Cokolwiek złego można powiedzieć o UE i Stanach Zjednoczonych to świat zdominowany przez Rosję i ChRL będzie bez porównania gorszym miejscem. Rosja usiłuje podążać drogą jaką ruszyły przed laty komunistyczne Chiny i która jest połączeniem najgorszych cech komunizmu i kapitalizmu.
W obliczu tego zagrożenia tym ważniejsza staje się wspólna polityka energetyczna i silna, zintegrowana Unia Europejska. Niekoniecznie, a nawet na pewno, nie w obecnym kształcie. By móc przeciwstawić się zagrożeniu ze strony Rosji i rosnącej potędze Chin Unia Europejska musi nie tylko głęboko się zreformować wewnętrznie ale i zmienić zasadniczo kierunki swojej polityki zewnętrznej, również handlowej, tworząc sojusz z rosnącymi potęgami z grupy BRICS, przede wszystkim Indiami ale też Brazylią i Republiką Południowej Afryki, wycofać się z amerykańskich awantur w krajach muzułmańskich, nawiązać bliska współpracę gospodarczą z krajami Azji Południowo-Wschodniej.
Sytuacja na Ukrainie jest dla UE obecnie sytuacją bez dobrego wyjścia-ustępstwa wobec Rosji bądą zgodą na dalsze podboje, twarda jednoznaczna odpowiedź (zakładając że byłaby możliwa, przy tak wielu powiązaniach biznesowych, zwłaszcza firm niemieckich z Rosją) doprowadzi do nowej zimnej wojny, na którą, osłabionej kryzysem ekonomicznym i politycznym Unii nie stać. Jeżeli Ukraina pozostanie poza Unią skompromituje to i jeszcze bardziej osłabi Europę, jeżeli zostanie przyłączona może to okazać się zdobyczą zbyt wielka i kosztowną.
Putin ponadto nie tylko wymachuje szabelka ale też podsuwa alternatywę jaka jest Eurazjatycka Unia Gospodarcza z Białorusią i Kazachstanem. Kolejnymi krajami EUG maja być Kirgizja I Armenia. I symptomatyczny jest przypadek Armenii- kraj ten miał podpisać umowę stowarzyszeniową z Unią Europejską ale we wrześniu ubiegłego roku premier Armenii Sarkisjan zmienił zdanie i zdecydował się dołączyć do unii tworzonej przez Rosję. Analogia z wydarzeniami Ukrainie jest dość oczywista. Bo Ukrainę też prezydent Rosji widział w swoim bloku, do czego przekonał Janukowycza. Dalsze wydarzenia są wszystkim znane. Unia to najwyraźniej odbudowa dawnego imperium w nowej formie (wzorowanej na tej sprzed 89 roku, wtedy taką organizacją było RWPG).
I bardzo prawdopodobne jest, że jeżeli nawet Rosja cofnie się czy zadowoli obecnymi zdobyczami na Ukrainie, to kiedy rynkowe reformy o jakich było wyżej doprowadzą w tym kraju do niepokojów społecznych, rządzący nim oligarchowie odwrócą się od Europy i dołączą do Unii Erazjatyckiej i Rosja osiągnie do czego dążyła, dostając w pakiecie osłabienie i kompromitację Unii Europejskiej
Ale nawet, gdyby tak się stało, to bilans nie musi być jednoznaczny. Dla Europy największym sukcesem z tego konfliktu będzie, jeżeli uda się wykreować wspólną politykę energetyczną, uniezależnić od dostaw z Rosji a może nawet zwiększyć udział energetyki obywatelskiej i odnawialnych źródeł energii.
Chiny już swój sukces odniosły- mają zapewniony tani gaz z Rosji, co pozwoli im jeszcze mocniej dokonywać ekspansji gospodarczej i politycznej, a nawet, jak to ma miejsce w ostatnich tygodniach-zbrojnej. I to Chiny są tu głównym graczem i największym zagrożeniem dla Unii Europejskiej, pokoju, demokracji i praw człowieka na świecie.

Theme by Danetsoft and Danang Probo Sayekti inspired by Maksimer