Nie ma alternatywy dla PiSu

Poniższy tekst nie reprezentuje stanowiska redakcji milinda.pl ani Stowarzyszenia Milinda. Jest tylko i wyłącznie moja osobistą opinią

Afisz_FJN.JPGOstatnie, nieco nerwowe działania władz, takie jak horror sf "Inwazja LGBT" czy odgrzewanie sprawy przyrodniego brata Adama Michnika, mogą wskazywać, że wewnętrzn sondaże są dla partii rządzącej o wiele mniej pomyślne niż jeszcze niedawno, wynik wyborczy mocno niepewny, a kwestią kluczową jest kto zdoła lepiej zmobilizować swoich wyborców.
Przyjrzyjmy się więc, jakie scenariusze są alternatywą dla większości parlamentarnej Zjednoczonej Prawicy.

Przede wszystkim mamy dwie niewiadome jakimi są Konfederacja i Koalicja Polska. Oba ugrupowania balansują na granicy progu wyborczego i oba, jeżeli wejdą mogą mieć kluczowe znaczenie w sytuacji gdy PiS nie uzyska większości. I oba są równie nieprzewidywalne do do swoich posunięć w takiej sytuacji.
Przed laty, bodajże Waldemar Pawlak, pytany o to kto wygra wybory odpowiedział "nasz przyszły koalicjant". Tak więc, jak najbardziej możliwy do wyobrażenie jest sojusz tej obrotowej partii zarówno z PiS jak i PO/KO. Pytanie jednak jak zachowają się posłowie z dawnego K15, zwłaszcza w tej drugiej sytuacji. I jaką większość, o ile w ogóle, uzyska taki rząd. Rząd, wszystko jedno której opcji, zależący od większości dwóch czy trzech posłów będzie zaproszeniem do korupcji politycznej i prób przekupienia pojedynczych posłów jak i do ciągłych prób odwołania całego rządu i poszczególnych ministrów.
W obliczu obecnych problemów (kolejna fala kryzysu gospodarki światowej, katastrofa klimatyczna, konflikt amerykańsko-chińsko, brexit, zagrożenie ze strony Rosji, osłabienie NATO i UE) jest to doskonała recepta na sparaliżowanie i bierność rządu.
Konfederacja raczej (bo w wypadku partii szurów polskich, trudno o jakiekolwiek "na pewno") nie wejdzie w żadne porozumienie z PO, ale też niekoniecznie wesprze PiS. Może grać na przyśpieszone wybory, ale równie dobrze wejść jednak w koalicję z PiS, który stanie się wówczas zakładnikiem zbiorowiska takich postaci jak Janusz Korwin-Mikke, Grzegorz "To Nie jest Polskie Nazwisko" Braun czy Berkowicz, chcących wyprowadzić Polskę z UE i przywrócić monarchię.
Czyli niestabilny rząd z minimalną większością, możliwe, że zależny od Konfederacji albo korupcja polityczna i podkupywanie poszczególnych posłów w celu uzyskania większości. Wszystko jedno czy taki rząd tworzy PiS czy PO.

Najbardziej prawdopodobną jednak w sytuacji gdy PiS, wygrywając wybory, nie zdobędzie większości jest koalicja PO z "Lewicą".
PO to partia która po klęsce w poprzednich wyborach nie dokonała żadnego samooczyszczenia, zmiany kursu czy rozliczenia. Doskonałym probierzem jest tu sprawa afery reprywatyzacyjnej czasów rządów Hanny Gronkiwicz-Waltz. Jej następca wspierał mafioza Marka Mossakowskiego w staraniach o kradzież kolejnych kamienic, a w swoim wystąpieniu inauguracyjnym wyraził swój podziw i uwielbienie dla Bufetowej i jej przestępczej działalności w Warszawie. A to to nie tylko kwestia reprywatyzacji, ale też np. smogu (którego istnieniu zarząd miasta pod wodzą HGW zaprzeczał przez lata), zabudowy tuneli napowietrzajacych, niszczenia zieleni w mieście, niszczenie organizacji poazarządowych (EKON, Fundacja Ja Wisła). Co więcej HGW pozostaje nadal jedną z czołowych postaci PO. Sojusz, a właściwie rola przystawki w koalicji z PO, pogrzebie w Polsce lewicę na kolejne lata, skazując nas na zabetonowanie podziału sceny politycznej między prawicę neoliberalno-kompradorską a narodowo-kondserwatywną. Przy czym ta druga jest w stanie (co już pokazała) dokonywać prospołecznych przesunięć w polityce i budżecie, i reformować państwo, nie bojąc się działań niepopularnych ale też, jeśli trafia na mocny opór i jednoznaczne wyniki badania opinii społecznej-wycofać się, dokonać korekty kursu.
Powrót zarządzających zachowawczo i kompradorsko neoliberałów oznaczać będzie dalszy uwiąd i bezwład państwa polskiego, w obliczu narastających problemów międzynarodowych. Cokolwiek sądzić o Mateuszu Morawieckim czy Jarosławie Kaczyńskim to ostatnie cztery lata pokazały, że są oni zdolni do przebudowy państwa i reakcji na kryzysy. A też, last but not least-to Kaczyński jest tym politykiem który przeczytał Pikketyego i wyciągnął z lektury wnioski. Podczas gdy Schetyna (i chyba cała PO, której głównym ekspertem ekonomicznym jest wyznawca balcerowiczyzmu łupanego Andrzej Rzońca) zatrzymał się na listach Thatcher i mowach Reagana. Kandydatką na premierkę PO jest Jaśniepani Hrabinia, której główną kompetencją jest bycie prawnuczką. Liczenie, że ten duet będzie w stanie reagować np. na rozpad Unii Europejskiej czy wojnę amerykańsko-chińską jest myśleniem na poziomie wiary w reptilian i spisek inteligentnych psów z Syriusza.
W takim układzie jedyną ewentualną szansą dla lewicy byłoby natychmiastowe "votum separatum" ewentualnych posłów z Razem, odejście z koalicji z SLD i Wiosną, i sprzeciw wobec powrotu neoliberałów do władzy. Pytanie jednak ilu posłów zdoła wprowadzić Razem i czy mieć będą na tyle lewicowe jaja by tego dokonąć. Ale też-takie posunięcie może oznaczać r rząd z minimalną większością lub w ogóle brak jakiejkolwiek rządowej większości. Czyli jak wyżej było juz opisane
Nie ma obecnie, niestety, dobrej alternatywy dla kolejnych rządów 4 lat rządów PiSu.

Theme by Danetsoft and Danang Probo Sayekti inspired by Maksimer