La Bab Duchen

Niniejszy tekst nie aspiruje do prezentowania czystego buddyjskiego punktu widzenia. Ja Sherap Nyima jestem tylko psem zagubionym w samsarze i posiadam jedynie niewielkie niczym pyłek zrozumienie Dharmy. Niemniej spisuje te uwagi dla dobra wszystkich istot a szczególnie tych którzy wstępując na Ścieżce natrafiają na mur różnic kulturowych.
Oby Dharma rozkwitała we wszystkich światach.
oby bodhiczitta rozrastała się we wszystkich sercach.

Lha_Bab.JPGHistoria życia (a właściwie żywotów) Buddy Siakjamuniego pełna jest opowieści o cudach i niezwykłych czynach. Czy to w poprzednich żywotach (o czym opowiadają Dżataki*), czy towarzyszących Jego narodzinom i dzieciństwu jak lotosy rozkwitające po stopami dopiero co narodzonego księcia Sidharty.
Jak i tych, które towarzyszyły mu gdy porzucił pełne rozkoszy i radości, słodkich niczym miód na ostrzu noża, życie w pałacu swego ojca i wstąpił na ścieżkę do Oświecenia i wyzwolenia wszystkich czujących istot od cierpienia.
Święto La Bab Duczen jest pamiątka po jednym z tyh niezwykłych wydarzeń które miały miejsce już po osiągnięciu przez Sidhartę stanu Buddy.

W wieku 41 lat Budda wziął udział w wielkiej debacie w Shravasti, której zwyciężył manifestując liczne cuda. Aby uniknąć przyjęcia kosztownych prezentów, nagród za zwycięstwo-zniknął. udał się wówczas do nieba Tuszita, zwanego też Niebem Indry lub Trayastrimsa (33), na szczycie Góry Meru.
Obchodzone, jak wszystkie święta Wadżrajany według kalendarza księżycowego wypada to święto 22 dnia, 9 miesiąca (w roku 2014 e.v. 13 listopada) i jest upamiętnieniem jego powrotu z Nieba Indry, gdzie przez trzy miesiące nauczał Dharmy swoją, zmarłą kilka dni po porodzie matkę i 33 mieszkających tam bogów sfery pragnienia (możliwe, ze liczba 33 ma tu znaczenie symboliczne i znaczy "bardzo wielu").
Po namowach i błaganiach swego bliskiego ucznia Maugalyayany, Oświecony zdecydował sie powrócić do świata ludzi by szerzyć Dharmę.
Zejściu Buddy towarzyszyli bogowie Indra i Brahma, którzy zamanifestowali z siebie potrójne schody z lapis lazuli, złota i kryształu a by go uhonorować , w podzięce za Nauki, udzielone bogom, nieśli nad Nim parasol. Stąpienie miało miejsce w Sankisa (dzisiejsze Uttar Pradesh).

Pośród zgromadzonych tłumów, czekających na nadejście Oświeconego wyróżniają się władcy i książęta ze swoimi orszakami. W tłumie jest też prosta zakonnica Utpali, która składa ślubowanie, że będzie pierwszą osobą, która powita Buddę.
Ale zwykła mniszka nie może konkurować z możnymi tego świata o miejsce w pobliżu Oświeconego. Jednak efektem jej ogromnego oddania, jest jej zamanifestowanie się jako "władca świata" wraz z całym orszakiem. W tej postaci bez trudu zajmuje odpowiednie miejsce, by jako pierwsza pokłonić się wracającemu na ziemię Buddzie. Widząc tak wielkie oddanie Budda zapowiada jej przyszłe Oświecenie.
Po swoim zstąpieniu Budda dokonał kolejnego cudu-"otwarcia światów". Spoglądając w górę i w dół sprawił, że światy bogów, ludzi i istot piekielnych stały się dla siebie nawzajem widoczne.
Tak jak rocznica narodzin Buddy jest odpowiednikiem zachodniego Dnia Dziecka tak La Bab Duchen jest buddyjskim Dniem Matki.
Jest to jedno z czterech najważniejszych świat w tradycji wadżrajany, w dniu których karmiczne skutki naszych działań zwielokrotnione są 10 000 000 razy. WAW!

Ile jest niebios?
Pierwszą kwestią jaką warto wyjaśnić jest nasuwające się pytanie-skoro jest to Niebo Indry to czy znaczy to, ze są tez inne nieba? I ile ich ich jest?
Odpowiedź na to pytanie jest równocześnie bardzo łatwa i bardzo trudna.

Samsara.jpg

Nauki mówią o 6 podstawowych światach i rodzajach istot-świecie istot piekielnych, głodnych duchów, zwierząt, ludzi, półbogów (asurów) i bogów.

Właściwie należałoby tu użyć liczby mnogiej bo jest to wiele różnych światów.
Przykładowo, istnieją piekła zimne i gorące, odpowiednie dla różnych rodzajów gniewu. Bo tym co stwarza światy jest sam umysł i trawiące go emocje, czy też różne stany umysłu.
Światem piekieł jest nienawiść,gniew, głodnych duchów (istot o ogromnym brzuchu i węższym niż ucho igielne przełyku) pragnienie/pożądanie, zwierząt-niewiedza, półbogów-zazdrość, bogów-duma.
Jak widać w tej wizji rzeczywistości, bogowie są takimi samymi samsarycznymi istotami jak my wszyscy. Nawet najbardziej doskonali, pozbawienie formy bogowie najwyższego poziomu nieba są tylko uwięzionymi w samsarze istotami a gdy ich dobra karma wyczerpuje się spadają do niższych światów.
Jedynie świat istot ludzkich, jedynie ludzkie odrodzenie, niesie ze sobą możliwość wyzwolenia z samsary. Istoty w innych światach są zbyt pochłonięte przez swe stany umysłu-cierpienie w świecie głodnych duchów i istot piekielnych, niewiedza i głupota zwierząt, zazdrość i próby podboju nieba asurów, duma i rozkosze życia bogów.
Istotom ludzkim, co wyróżnia spośród wszystkich rodzajów istnienia nie jest właściwie przypisana jedna emocja, mówi się ze specyfiką stanu ludzkiego jest występowanie przemieszanych wszystkich emocji, dzięki czemu żadna nie włada całkowicie naszymi myślami, co daje możliwość uwolnienia si od nich i zwrócenia umysłu ku Dharmie. Niektórzy mówią też, że specyficzną cechą ludzka jest ciekawość, chęć zdobywania wiedzy, możliwość i chęć rozwoju.
Dlatego też, to ludzkie ciało, to ludzkie odrodzenia jest tak wspaniałe. Nauki mówią o „cennym ludzkim ciele” i „cennym ludzkim odrodzeniu”. Gdy tylko będziesz miał okazję idź na łąkę albo do lasu. Usiądź w spokoju i kontempluj mnogość życia, mnogość czujących istot wokół ciebie. Odgarnij ostrożnie kawałek darni i przyjrzyj się jak wiele istot żyje pod ziemią (pamiętaj, aby przykryć je ponownie darnią-te wszystkie istoty były naszymi matkami i ojcami, i z taka tez wdzięcznością i miłością je traktujmy).
Wokół nas są miriady czujących istot ze świata zwierząt. Samych owadów, jak szacują współcześni uczeni jest 10 do 18 potęgi, czyli ponad 140 mln owadów na jednego człowieka. A gdzie inne stawonogi? A kręgowce? A ile istot żyje w światach których nie widzimy?
Dlatego też Budda użył kiedyś metafory o żółwiu i oceanie. Wyobraź sobie, że cały świat pokryty jest morzem, pan-oceanem oblewającym cała planetę. Po powierzchni tego oceanu pływa końskie chomąto. W głębinach nurkuje nieśmiertelny żółw morski. Raz na tysiąc lat żółw wypływa na powierzchnię, by zaczerpnąć powietrza. I tak często jak zdarza mu się trafić przypadkowo w chomąto tak często ktoś rodzi sie człowiekiem!
Dlatego też to ludzkie ciało jest tak niezwykle cenne i wartościowe, i tak ważne jest dbanie by jak najdłużej i najlepiej nam służyło, a wszystko co je niszczy, zabija, skraca życie jest sprzeczne z Dharmą. Czy jest to tryb życia, spędzanego za biurkiem czy przy komputerze, czy toksyczna i zabijająca ciało dieta, czy tez używki czy zanieczyszczanie środowiska przez egoistyczne i bezmyślne używanie samochodów czy niszczenie, w jakikolwiek sposób, jego bezcennych zasobów przez nadmierną konsumpcję.
Jeżeli jeszcze uświadomimy sobie, że samo ludzkie odrodzenie to zbyt mało by móc praktykować Dharmę. Nauki mówią o 8 wolnościach i 10 sposobnościach, jakie to cenne ludzkie odrodzenie musi spełnić, by można było je spożytkowac dla dobra wszystkich istot.
W skrócie i uproszczeniu-jest to odrodzenie w czasach i miejscu, gdzie praktykowana jest Dharma. Jeszcze sto, ba-kilkadziesiąt lat temu, żyjąc w Europie nie mielibyśmy takiej możliwości. Jest to też odrodzenie jako istota ludzka dostatecznie sprawna by móc praktykować Dharmę.
I będąc w tym ludzkim ciele możemy doświadczać, stwarzać wszystkie sześć światów w swoim umyśle, poprzez emocje, stany mentalne jakie przeżywamy-gniew, pożądliwość, tępotę, zazdrość, dumę...Te emocje warunkują też w dużym stopniu nasze następne odrodzenie.

Buddowie i bodhisattwowie najwyższych poziomów mogę swobodnie przemieszczać się miedzy sześcioma sferami egzystencji i pracować dla dobra istot w każdej z nich, tak właśnie jak uczynił to Budda Siakjamuni, gdy udał się do Nieba Indry by nauczać tam swoją matkę Mayadewi i istoty sfery bogów.

Dlaczego matka?

Warto się zastanowić i zatrzymać chwilę nad symboliczna wymową faktu, że Budda dokonał tego by odwdzięczyć się za cała dobroć jakiej doświadczył ze strony swej matki.
Królowa Maya zmarła zaledwie siedem dni po narodzinach małego Sidharty, więc dla Europejczyka może się wydawać dziwnym mówienie o ogromie dobra jakie doświadczył od niej syn.
W tradycji tybetańskiej matka zajmuje szczególne miejsce. Nie bez powodu "lama" znaczy "najwyższa matka" a w licznych metaforach przytacza się porównanie do bezwarunkowej dobroci i miłości, matki i zaleca by traktować wszystkie istoty jak własną matkę.
W tradycyjnym, tybetańskim społeczeństwie niewyobrażalne wręcz było by matka nie kochała swego dziecka, by dzieci oddawały rodziców do domu starców a kontakty ograniczały do dnia przyjścia emerytury. Przykładem takiej miłości (i posłuszeństwa) jest nawet życiorys Milarepy, który podjął się ohydnych i przerażających czarnomagicznych działań z miłości do swojej matki.
Jeśli jeszcze raz spojrzymy na to, jakiej dobroci mógł Sidharta zaznać od matki która zmarła kilka dni po jego narodzinach, to możemy jeszcze bardziej wejrzeć w otchłań współczesnej kultury i zobaczyć tę przerażającą prawdę o braku współczucia i miłości.
Książę Sidharta, jak każde dziecko doświadczał od swej matki nieskończonej dobroci i opieki, przez dziewięć miesięcy między zstąpieniem świadomości do łona a narodzinami. Doświadczała ona wszelkich dolegliwości i niedogodności jakich doświadcza kobieta nosząca w łonie swoje dziecko. Dlatego też właśnie matka a nie ojciec jest symbolem dobroci i miłości.
Jeżeli rozejrzymy się znowu dookoła, czy ponownie na łące lub w lesie, czy też na ulicy czy nawet we własnym domu to możemy zobaczyć wszystkie czujące istoty wokół nas, nie tylko ludzi ale też wszystkie inne, jako nasze matki. Odradzamy się przez nieskończenie długi czas i wszystkie czujące istoty były już naszymi matkami.
Jest pewna opowieść z życia Buddy, o tym jak idąc z uczniami zobaczył kobietę jedzącą rybę. Kobieta trzymała na rękach małe dziecko i wkładała mu do ust przeżute kawałki ryby a u jej nóg pies próbował pochwycić to co spadało na ziemie, brutalnie odganiany przez kobietę.
Budda powiedział wówczas do uczniów, że to najsmutniejszy widok, jaki kiedykolwiek widział.
Gdy dopytywali się dlaczego wyjaśnił, że ryba była w poprzednim życiu matką tej kobiety, pies ojcem a dziecko wrogiem, który ją zabił.
Tak więc traktowanie wszystkich istot jak własnej matki nie jest tylko metaforą ale przede wszystkim konsekwencja tego co faktycznie nastąpiło w nie mającym początku szeregu naszych wcieleń. Jest też dla nas wskazówką, jak bardzo winniśmy zmienić naszą kulturę i sposób myślenia, również w sferze relacji rodziców i dzieci.

No dobra-ale jak to wszystko jest możliwe?

Biedny, pomieszany i chcący być racjonalnym zachodni umysł, ma często problem z tego typu opowieściami. Bo o ile buddyzm sprowadzony do jakiejś formy "tylko siedzenia", że posłużę się terminem Zen, coraz popularniejszego mindfullnes, jest dla Zachodu czymś jak najbardziej do przyjęcia i zaakceptowania, BA! nawet do praktykowania, to powstaje pytanie czy nie jest tak, że ten "buddyzm light" nie staje się li tylko, jeszcze jedną metodą rozwoju osobistego, jakąś kolejną formą mambo-dżambo-nju-ejdż-lekko-łatwo-i-przyjemnie. Zostaje niekiedy tak "oczyszczony z naleciałości kulturowych", ze pozostaje już niewiele, niczym w starej polskiej komedii: "ile buddyzmu jest w buddyzmie".
Kiedy opowieści o cudach i niezwykłych czynach Buddy, Milarepy czy Padmasabhawy traktujemy li tylko jako metaforę, podobnie jak 6 światów (a szczególnie niższe), przypomina to tych katolików, którzy wierzą w niebo, ale w piekło to już nie, a z przykazań wybierają których będą przestrzegać a które są "przestarzałe" i nie warto się nimi przejmować (jakoś najbardziej niemodne jest szóste).
Podobnie sprowadzanie buddyzmu do samej techniki niszczy podstawy, takie jak wiara i oddanie Trzem Klejnotom, 5 Wskazań czy 4 Szlachetne Prawdy.
Warto sobie zadawać pytanie czy to co robię jest zgodne z Dharmą, czy nie łamię zobowiązania Schronienia, czy przestrzegam 5 wskazań.
Czy jeżeli sięgam po rozmaite metody ezoteryczne, magiczne a co więcej-wykorzystuję je dla własnej korzyści czy też popisuję się przed innymi jest to zgodne z Dharmą? Czy nie łamię zobowiązania przyjmowania Schronienia w Trzech Klejnotach a nie samsarycznych bóstwach i aktywnościach. Budda wyraźnie wskazał też zajęcia czy zawody w jakich nie powinien pracować praktykujący Dharmę. Powracanie do tych podstaw, ich ciągłe kontemplowanie czy to podczas formalnych sesji praktyki, czy podczas codziennych aktywności jest więcej warte niż czczenie Buddów i bodhisattwów.
Przestrzeganie ich w pełni jest trudne w naszych czasów za sprawą niesamowitego splątania i współzależności, jakie mają miejsce w naszej cywilizacji i kulturze. Jednym z zawodów jakich nie powinien wykonywać praktykujący Dharmę jest praca przy produkcji i sprzedaży alkoholu. Proste? Niby tak. Ale jeżeli pracuję w sklepie który handluje alkoholem, na dziale z pieczywem? A w firmie marketingowej która robi kampanie reklamową piwa? A kiedy występuję w reklamie tego piwa?

W dużym uproszczeniu możemy mówić o dwóch poziomach postrzegania rzeczywistości. Zwykłym konwencjonalnym poziomie, dostępnym zwykłym istotom, na którym rzeczy są tym czym są** czy też tym, jak je postrzegamy.
Ale istnieje też poziom inny, dostępny na pewnym poziomie duchowego wglądu. Jakkolwiek by to dziwnie i ezoterycznie brzmiało. Skoro cała rzeczywistość manifestuje się z Natury Umysłu, jest nieoddzielną od pustki grą przejawień, to co mogłoby stać na przeszkodzie jakiemukolwiek manifestowaniu zjawisk przez Buddów?
Na konwencjonalnym poziomie dżataki, opowieści o pdróży do Nieba Indry, przybyciu do Tybetu drogą powietrzna Przez Guru Padmasabhawę czy siadaniu przez Drugpę Kunleja na promieniach słońca są mitami, co najwyżej służącymi do przekazania Nauk. Ale na poziomie absolutnym w tych zjawiskach nie ma nic bardziej dziwnego niż w filiżance kawy, tym ze trawa jest zielona a niebo niebieskie, a słońca wstaje i zachodzi....

No dobra ale co to ma wspólnego z La Bab Duchen?
Wbrew pozorom bardzo dużo. Oświeceni w swym nieskończonym współczuciu dali nam bardzo wiele zręcznych środków, będących niczym lina czy koło ratunkowe rzucone tonącemu.
Wielu urzeczywistnionych Nauczycieli składało ślubowania związane np. z ich mantrami imion, jak Padmasambhawa czy Czenrezig, którzy zobowiązali się, że gdy tylko ktoś z wiarą i oddaniem będzie recytował ich mantry to natychmiast przybędą.
Podobnie, jak mniemam, Budda ustanowił 4 najważniejsze Święta, 8 świętych miejsc-abyśmy mogli chwycić się nich, niczym tonący koła ratunkowego w oceanie cierpienia jakim jest samsara.
10 000 000 razy przemnożone karmiczne skutki-oznacza to, ze jedna mantra ma moc 10 000 000 mantr, jedno ofiarowanie 10 000 000 ofiarowań. To tez wspaniała okazja do praktykowania uważności ciała mowy i umysłu bo jak potężna moc karmiczną mają w takim dniu nasze myśli, emocje, słowa i czyny.
I to jest najważniejsza, jak sądzę, Nauka jaką niesie ze sobą La Bab Duchen- aby każdy dzień traktować tak jakby był Świętem gdy 10 000 000 rośnie moc naszych czynów, słów, myśli i emocji.

chociaż jestem tylko zwykłym psem zagubionym w samsarze
spisałem te przemyślenia dla pożytku wszystkich istot
ukończone w dniu 21, 9 miesiąca roku Drewnianego Konia
który bez wątpienia jest pomyślnym dniem

*wybór dżatak ukazał się po polsku pod tytułem "Głodna Tygrysica
** choć też nie do końca. Jeżeli chwilę się zastanowisz to możesz łatwo dostrzec, że rzeczy nie istnieją w sposób trwały i same z siebie. Profesor Korzybski zwykł był zaczynać swoje wykłady od stwierdzenia "czymkolwiek to jest nie jest to stołem".
Jeżeli spróbujesz utworzyć ścisłą i kompletną definicję stołu to zauważysz, że jest to właściwie niemożliwe aby stworzyć taką definicję która będzie obejmować każdy stół a eliminować wszystko co stołem nie jest, chociaż ma z nim wspólne cechy jak np. stołek barowy. Nie mówiąc już o kwestiach granicznych-czy stołem jest japońskie fuzukue czy kotatsu. A drzwi położone na kilku skrzynkach?

Theme by Danetsoft and Danang Probo Sayekti inspired by Maksimer