Kraina Przebudzonego

Bihar – kraina świętego drzewa pipal (ficus religiosa), łanów szafranowych aksamitek i gibkiej trzciny cukrowej, szachownic zielonych pól ryżowych oraz sadów mango i guajawy.

Rozległa, żyzna równina na północnym wschodzie Indii przedzielona, prawie w połowie, przez płynący z zachodu na wschód Ganges. Jak sama siebie określa – kraj duchowego przebudzenia. Granicząca od północy z Nepalem i Himalajami. Od południa m.in. z Bengalem Zachodnim. Część starożytnego państwa Maghady, ze stolicą w Pataliputrze (obecnie Patna). W III wieku p.n.e. to właśnie stąd Asioka Wielki z dynastii Maurjów, wydawał swoje edykty, które – wykute w skałach – przetrwały do naszych czasów. Sama nazwa „Bihar” jest również symboliczna. Wywodzi się od słowa „wihara”, które w sanskrycie i języku pali oznacza „siedzibę”. W domyśle, siedziba bogów.

Dzisiejszy stan Bihar – trzeci pod względem zaludnienia – jest jednym z najbiedniejszych w Indiach. O najwyższym wskaźniku analfabetyzmu. Według ostatnich danych tylko 67% jego mieszkańców umie pisać i czytać. Jeszcze niedawno magazyn The Economist pisał o Biharze, że jest synonimem największej w Indiach biedy, mafijnych układów w świecie władzy oraz najgorszych cech feudalnego okrucieństwa. Z drugiej strony dla milionów buddystów i hinduistów jest ziemią świętą, po której stąpał Budda – Przebudzony. Jej centralnym punktem zaś jest Bodh Gaja, miejsce gdzie Siddartha Gautama doznał przebudzenia zapoczątkowując jedną z największych duchowych rewolucji, która przerodziła się w religię, choć sam Założyciel tego wcale nie chciał.

Według buddyjskiej tradycji nad zalesione brzegi rzeki Falgu, do wsi Uruwilwa, gdzie znajduje się dziś Bodh Gaja dotarł ok. roku 589 p.n.e ten młody książę z nepalskiego klanu Śiakjów. Już od wielu lat wędrował, medytował i umartwiał się szukając odpowiedzi na pytanie czym jest cierpienie (duhkha) i jak się od niego wyzwolić. Kiedy zobaczył Drzewo Prawdy usiadł pod nim i na drodze dhayany – głębokiej medytacji, pomimo pokus zsyłanych przez Marę, Pana Śmierci, osiągnął Oświecenie. Prawą ręką dotknął wówczas ziemi, biorąc ją na świadka, że doznał Przebudzenia.

Kilkaset lat później ok. 250 r. p.n.e. przybył tu cesarz Aśoka, który postanowił założyć klasztor i wybudować Wielką Świątynię Przebudzenia – Maha Bodhi Temple. Była wielokrotnie burzona i odbudowywania. Obecna, odrestaurowana w XIX wieku wersja, pochodzi z V w. n. e. Święte drzewo ma również zaledwie kilkaset lat. Kilka razy je ścinano i sadzono na nowo jednak buddyści uważają, że jest potomkiem tego pierwotnego.

To właśnie w miejscu przebudzenia Buddy tak boleśnie odczułem granicę pomiędzy „sacrum” a „profanum”. Obie strefy dzieli świątynny mur. Na teren sanktuarium wchodzi się bez kamer, telefonów komórkowych, aparatów fotograficznych, jedzenia (chyba, że dotyczy to pudży) i papierosów. Nawet zapałki i zapalniczki ze względów bezpieczeństwa są konfiskowane przy elektronicznych bramkach kontrolnych przez policjantów.

Sama świątynia jest majestatyczna. Główna, zbudowana z cegieł wieża o piramidalnym kształcie, wznosi się na wysokość 55 metrów.Skrywa kamienny, pokryty złotem posąg Buddy we właściwej dla tego miejsca pozycji – Bhumisapara mudra czyli dotykania ziemi. Wewnątrz niewielkiego pomieszczenia, w którym jest statua, kłębi się tłum pielgrzymów i turystów, którzy choć przez chwilę chcą spojrzeć na spokojne oblicze Przebudzonego. Zapach odurzającego dymu z trociczek miesza się z wonią kwiatów i sandałowej maści używanej jako dezodorant do maskowania woni potu. Wypełnia je cichy szmer odmawianych w różnych językach mantr. Wszędzie idealna czystość i atmosfera modlitwy i skupienia. Personel świątynny wyposażony w ryżowe miotły natychmiast sprząta każdy papierek czy opadły z drzewa liść. Obok świętego drzewa, na rozesłanych na ziemi dywanikach, siedzą dziesiątki ludzi. Jedni się modlą. Inni tylko odpoczywają.

Któregoś razu, w tym miejscu, próbowałem sobie wyobrazić medytującego Buddę. Co wtedy czuł? Co myślał? Może zrozumiał, dlaczego zarówno chłopi, którzy ciężko pracują w polu, by móc wyżywić swoje rodziny nie są szczęśliwi na równi z członkami wyższych kast mającymi do swej dyspozycji wszystkie dobra materialne? Czy to wtedy postanowił, że aby uniknąć cierpienia już nigdy nie uczyni zła ani sobie, ani innym? Roślinom, zwierzętom czy ludziom ? Czy słyszał oddech umierających z głodu dzieci? Czy zdawał sobie sprawę jak trudno ludziom wyzbyć się swoich pragnień, które według niego są przyczyną wszelkiego cierpienia i łańcuchami czyniącymi z nich więźniów i niewolników? Według buddyjskiej tradycji, tak.

Za świątynnym murem rozciągała się strefa profanum, będąca całkowitym zaprzeczeniem przesłania Przebudzonego. Już pod samym wejściem do sanktuarium, na chodnikowych płytach żebrały dziesiątki okaleczonych ludzi. Głównie dzieci i starcy obojga płci. Największe wrażanie wywarła na mnie kilkuletnia dziewczynka, bez nóg i z jedną rączką, którą rozchylała kieszeń fartuszka, do którego przechodnie wrzucali pieniądze. Najczęściej monety o niskim nominale. Rzadziej banknoty. Jednak za każdym razem kiedy ktoś coś wrzucił, dziękowała tym cudownym, radosnym uśmiechem dziecka.

Dalej było już tylko gorzej. Mój guesthouse leżał właściwie na skraju slumsu przez, który codziennie musiałem przechodzić w drodze do świątyni. Za każdym razem zaglądałem do jednoizbowych prowizorycznych „domów” wyposażonych włącznie w kilka niezbędnych przedmiotów. Kilka garnków, talerzy. Ciemnych i wilgotnych. Bez wody, prądu i kanalizacji. Przed nimi, na plecionych, drewnianych łóżkach leżeli ich mieszkańcy młodzi i starzy. Z odkrytych kanałów ściekowych dobywał się ohydny fetor. Nie przeszkadzał on jednak bawiącym się w pobliżu dzieciakom.

Co Budda, gdyby dziś nauczał, by im powiedział? Że należy przestać odczuwać pragnienia? Nie marzyć o jasnym, suchym domu? Nie pragnąć tych kilku rzeczy mogących poprawić ich los: dobrej edukacji, czystej odzieży, dobrego jedzenia? Czy miałby tę odwagę? Poskręcane gałęzie drzewa pipal od stuleci milcząco wyciągają ręce ku niebu, przywodząc na myśl statuę tysiąca pomocnych ramion.

Theme by Danetsoft and Danang Probo Sayekti inspired by Maksimer