Epitafium dla rewolucji

Śmierć Fidela Castro, jakkolwiek go oceniać, jest końcem pewnej epoki. El Comandante był ostatnim z rewolucjonistów lat 50 i 60-tych, którzy ryzykowali życie dla swoich ideałów. W Polsce już dawno rządzili karierowicze, których zmiotła kolejna rewolucyjna fala rozpoczęta w 1980 roku powstaniem Solidarności, gdy kubańscy przywódcy żyli wciąż wspomnieniem bohaterskiej wyprawy jachtem o wdzięcznej nazwie "Babcia". W tamtym pokoleniu było coś romantycznego. I często to kaprysy historii, geopolityka czy zrozumiałe tylko na Buddów uwarunkowania karmiczne decydowały który z nich stawał się okrutnym satrapą jak Castro a który bohaterem walki o wolność i laureatem Pokojowej nagrody Nobla jak Nelson Mandela.

Inaczej to wszystko wygląda, jak sądzę, z perspektywy brazylijskich faweli niż przed laptopem w Europie Środkowej.
Tak jak zupełnie inaczej wyglądało to z perspektywy papieża pochodzącego z kraju będącego częścią Imperium Sovieticum a zupełnie inaczej wygląda z perspektywy papieża Franciszka, pochodzącego z kraju w którym brutalna wojskowa, prawicowa dyktatura pozbywała się opozycjonistów zrzucając ich z samolotów do oceanu.
Być może "sprawiedliwość społeczna" jest mitem, religią mającą swoich mitologicznych bohaterów, świętych, kapłanów. I tych szczerze oddanych wierze i tych będących chciwymi hipokrytami.
Zadziwiająco wielu rewolucjonistów otrzymało religijne wychowanie i wykształcenie. Fidel Castro był uczniem jezuitów z Santiago de Cuba. Tam zapewne w jego głowie i sercu zostały zaszczepione idee które popchnęły młodego adwokata i deputowanego Kubańskiej Partii Ludowej do walki z dyktaturą Fulgencio Batistą, gdy ten w 1952 roku obalił w zamachu stanu demokratycznie wybranego prezydenta. Trzy lata w więzieniu, emigracja do Meksyk,gdzie założył Ruch 26 Lipca. Jednym z głównych punktów programu było przeprowadzenie wolnych wyborów a ideowym patronem-kubański bohater narodowy Jose Marti, któremu zdecydowanie bliżej było do nacjonalizmu niż do komunizmu. I który, jak właściwie wszysc6y libertadores, nie chciał nie tylko hiszpańskiej okupacji ale też uzależnienia i dyktatu USA.
Ale przemoc jest niebezpiecznym i zabójczym narkotykiem. wszędzie tam, gdzie dyktakturę obaliła zbrojna rewolucyjna przemoc w efekcie zaczynała się nowa dyktatura, zazwyczaj jeszcze gorsza. Nie inaczej było na Kubie.
Kuba była też jedna z ofiar zimnej wojny. Od początku lat 50-tych zaczęło się przebudzenia w krajach nazwanych wtedy "trzecim światem", walka społeczeństw Afryki, Azji i Ameryki Południowej domagających się wolności, demokracji i sprawiedliwości, bardzo podobnie jak kilka dekad później robotnicy polskiej "Solidarności". Stany Zjednoczone na te ruchy reagowały w najgłupszy możliwy sposób-sankcjami, wysyłaniem wojsk do tłumienia rebelii, mordowaniem miejscowych przywódców, wsparciem dla najbardziej skorumpowanych i odrażających reżimów. Nic dziwnego, że ten etap zimnej wojny wygrał ZSRR. Przywódcy Związku Radzieckiego postępowali bowiem w najlepszy (dla siebie) możliwy sposób-udzielając wsparcia walce o wolność, pomocy finansowej, materialnej, wojskowej... Az miejscowi przywódcy stawali się zakładnikami radzieckich "doradców".
Taka też była droga która poszła kubańska rewolucja. Czy była, czy jest możliwa inna?
Papież z ameryki łacińskiej mówi, żae tak. Że nie ma nic przeciwko temu, ze jest nazywany komunistą. "A moja odpowiedź jest zawsze taka, że ostatecznie to komuniści myślą jak chrześcijanie. Chrystus mówił o społeczeństwie, w którym to ubodzy, słabi, wykluczeni mają decydować. Nie demagodzy, nie nicponie, ale lud, biedni, którzy mają wiarę w Boga"
Nie potrzebujemy jednak Chrystusa z karabinem na ramieniu. Potrzebujemy męczenników i bodhisatwów odrzucajacych trucizny przemocy i egoizmu, strachu i nienawiści, by przekształcić społeczeństwa w których żyjemy.
Tak jak uczą tego nas zgodnie Jego Świętobliwośc XIV Dalajlama i Ojciec Święty Franciszek

Theme by Danetsoft and Danang Probo Sayekti inspired by Maksimer