Ekonomia "racjonalnej" chciwości

Jest w tym jakiś szatański chichot historii. Chocholi śpiew nad słowem "niedobór".

Gospodarka komunistyczna, w której przeżyłem swoje dzieciństwo i kawał młodzieńczości była nazywana gospodarką niedoboru. Chronicznego niedoboru. System nakazowo-rozdzielczy gwarantował wieczne braki zaopatrzenia, puste półki sklepowe, tasiemcowe kolejki po towary pierwszej potrzeby, niewymienialność pieniądza... W zamian za to ludzie mieli pewność zatrudnienia i jaką taką opiekę państwa (ale z upływem lat coraz bardziej niewydolną); chyba, że podskakiwali – wtedy nawet te kiepskie gwarancje mogły ulec zawieszeniu. Komunizm w Polsce i prawie wszędzie już upadł. Nastała jedynie słuszna ekonomia kapitalizmu korporacyjnego, jako naczelną zasadą kierującego się krótkoterminowym zyskiem ekonomicznym. W sferze ideologii zwyciężył kult prymitywnego XIX wiecznego materialistycznego racjonalizmu (jakoś relatywistyczny racjonalizm XX wieku nie przebija się).
Nawet religie instytucjonalne masowo zaczęły przechodzić na "duchowy materializm", spychając duchowość i mistycyzm do nisz i na obrzeża, a eksponując tradycjonalizm i zabezpieczany instytucjonalnie konserwatyzm, często kosztem humanitaryzmu a nawet oficjalnie wyznawanej etyki.

Zgodnie z tym, co od tych zmian oczekiwaliśmy, kapitalizm powinien zapewnić nam bezproblemowy dostęp do towarów, pod warunkiem, że mamy na to dość zapracowanych pieniędzy.
W sferze społecznej materialistyczny racjonalizm miał zagwarantować nam zdrowe demokratyczne zasady współżycia, państwo nie kierujące się żadną ideologią tylko zdrowym rozsądkiem, umożliwiającym ekonomiczną inicjatywę obywateli.

Duchowość została przydzielona albo do zamkniętej sfery indywidualnej, albo przypisana wszechogarniającej opiece instytucji religijnych. I to miało byś stabilne jako system bez żadnej właściwie alternatywy. U nas system ten wprowadzono bez jakichkolwiek uzgodnień z narodem, świeżo wyzwolonym z ucisku komunizmu, choć w wyborach lud opowiedział się za innym modelem. Uznano, że nie ma co pytać ludzi, którzy się nie znają, a oni jeszcze kiedyś i tak podziękują. No więc to miała być już ostatnia taka zmiana a mędrcy nowego porządku ogłosili nawet koniec historii i nudne trwanie w coraz większym dobrobycie do końca świata.

No a teraz, 30 lat po końcu historii, mamy ten tragiczny raport ONZ. W który pewnie wielu na wszelki wypadek nie uwierzy. Na pewno cała masa lokalnych i globalnych wszechwiedzących go wyśmieje, zeklnie albo zignoruje. Co gorsza wielu z tych mędrków to głowy największych państw świata. A ten raport mówi o tym, że jesteśmy na równi pochyłej o sporym kącie nachylenia. Zaczyna już brakować wszystkiego i będzie coraz gorzej. Nie tylko wytrzebimy doszczętnie przyrodę.

Spotykam ludzi, którzy podśmiewają się z ginących polarnych misiów, czy tragedii leśnych ptaszków. Ale już chyba mniej śmieją się z narastającego braku wody – masowego pustynnienia Ziemi, wyczerpywania zasobów, nasilających się zmian klimatu i coraz dotkliwszych kataklizmów. W związku z tym szykują się coraz większe niedostatki energii, żywności, czystego powietrza. Rzeczy bez których nie da się żyć. A te podstawowe rzeczy miała nam przecież zapewnić ekonomia "racjonalnej" chciwości. Te zmiany wywołują ogromne tarcia – rosnące dysproporcje, zwiększające się obszary biedy, przetasowania społeczne i etniczne, nasilające się wojny i terror, coraz bardziej masowe migracje.

Owo spokojne bezpieczeństwo liberalnego świata, który co najwyżej musi się bronić przed atakami zewnętrznych imperiów zła, odchodzi właśnie w niebyt. I upada nie pod ciosami szatańskich dyktatur, tylko od wygenerowanych przez siebie wewnętrznych konfliktów, które przenosi na całą Ziemię.

Raport ONZ ostrzega, że tego upadku już nie powstrzymamy. Mędrcy nowej wiary wymyślili więc, że się musimy szybko gdzieś przenieść. "My" tzn. ci bogaci, którzy opłacą swój przelot np. na Marsa. Nie wiem, jak oni planują tam przeżyć, głupota tej idei jest dla mnie horrendalna, ale to już nie moja sprawa.

No a ten paradoks, ten szatański chichot historii polega na tym, że ta racjonalna gospodarka bezwzględnego zysku okazała się w efekcie doprawdy prawdziwą gospodarką niedoboru. I to niedoboru fundamentalnego. Niedoboru środków do życia, który to niedobór racjonalnie i z dużym zyskiem wytworzyła. Niewykluczone, że zejdzie ona ze sceny razem z całą ludzkością. I to być może tak szybko, że Fukuyama San już nie zdąży zmienić zdania i dopisać sequela do swego sztandarowego dzieła.

Co mi z tego wypisywania się? Pewnie nic. Ale nie czuję zawsze, że coś muszę z czegoś mieć. Kto się z tym zgadza, to się dalej będzie zgadzał i będzie starał się coś robić, albo uzna, że i tak nic nie zrobi. Kto się nie zgadza, to dalej się będzie nie zgadzał. A kto ma to wszystko w pupie, ten dalej to będzie miał w pupie.
Może jeszcze powinienem dopisać do tego jakiś kawał, albo przytoczyć zabawną historyjkę, ale akurat nic mi nie przychodzi do głowy.

Tak czy inaczej, miłego dnia wszystkim, którzy dobrnęli aż tu.

Piotr Ornoch

Artykuł stanowi refleksję autora nad niedawno opublikowanym raportem ONZ ws. różnorodności biologicznej:
Bezprecedensowy raport ONZ: już za późno na ratowanie planetarnej przyrody? Stawką pozostaje przeżycie ludzi

Theme by Danetsoft and Danang Probo Sayekti inspired by Maksimer