Gra w trzy kubki, czyli bierz jak dają.

Był letni dzień schyłku PRL-u. Byłem wtedy studentem, pracowałem dorywczo na Dworcu Wschodnim przy sprzątaniu peronów i torów. Praca była ciekawa, bo dawała niezły pieniądz, było dużo ruchu przy nie nazbyt intensywnym wysiłku; no i tylu ciekawych ludzi – miejscowych bezdomnych, dziwnych typów, żuli i życiowych wykolejeńców, nie poznałem nigdy przedtem ani nigdy potem. Ale tu nie o tem.
No więc był ten letni dzień, mieliśmy akurat przerwę i wybraliśmy się z kolegą na pobliski Bazar Różyckiego. Niedaleko wejścia grali w trzy kubki. Zatrzymaliśmy się, żeby przez chwilę popatrzyć. Właściwie to ja chciałem. Zawsze byłem ciekaw takich kulturowo-socjologicznych smaczków. Wiadomo powszechnie, jak to działa: że na zachętę dają ci wygrać, by potem oskubać do czysta, a mimo to wielu się daje nabierać. Grę prowadziła trójka praskich autochtonów. Jeden mieszał kubki, a dwóch udawało publikę. W pewnym momencie jeden z nich, niespodziewanie wyciągnął w moją stronę nielichy banknot.
- Masz, obstawiaj!.
Oczywiście, gdybym to zrobił, wygrałbym. Potem jeszcze raz, dwa, może trzy. Aż zacząłbym przegrywać. Swoje. Odpowiedziałem z głupia frant:
- Dziękuję, to nie moje.
- No bierz, kołtunie, jak dają.
- Sam bierz. – Odwróciłem się na pięcie. Poszliśmy sobie. Na pożegnanie szurnął mnie jeszcze łapą po szyi.
Przypomniała mi się ta zamierzchła historia przy okazji święta. Nowego narodowego święta, które, niepostrzeżenie dla mnie, pojawiło się w naszej tradycji. Nazywa się ono Black Friday i jak wiadomo, polega na tym, że są duże obniżki i kupuje się wszystkiego od cholery, niezależnie od tego, czy się tego potrzebuje czy nie. Oczywiście nie ma przymusu kupowania, bo jak wiadomo, żyjemy w systemie wolności, więc mamy wybór. Dokładnie tak ja, te prawie trzydzieści lat wcześniej, na Różyckiego - też miałem wybór.
Dzwonią do mnie, średnio co dwa tygodnie, przedstawiciele mojego banku. Proponują mi kredyt.
- Nie potrzebuję teraz – mówię.
- Ale to bardzo korzystne oprocentowanie.
- Ale nie jest mi ten kredyt potrzebny.
- Na pewno znalazłby pan coś, co mógłby pan za kwotę tego kredytu sobie kupić.
- Ale nie czuję w tej chwili takiej potrzeby.
No i tak możemy rozmawiać w kółko.
Black_Friday_Shopping.jpgMam wrażenie, że opętało świat jakieś szaleństwo. Bierz, jak dają. Nie dlatego, że potrzebujesz. Kup, bo taniej. Nie dlatego, że tego ci brakuje. Albo kup to, to dorzucimy ci jeszcze tamto. A po co mi tamto? Nieważne. Ważne, że dostaniesz. Więc bierz. I to jest, jak w tych trzech kubkach z Różyckiego. Dają. Dostajesz. Wygrywasz. Na początku. I wtedy cię mają, bo chodzi o to, żeby cię w to wciągnąć. I już jesteś ich. Chcesz coraz więcej i więcej. Naprawdę, nie ma znaczenia, czy tego potrzebujesz, czy nie. Jest okazja. Black Friday, black srajdej, wielka sezonowa wyprzedaż, promocja, krem na powieki przy zakupie perfum powyżej trzech stów, złota karta zniżkowa, banknot od gracza w trzy kubki... Potem tony, tysiące ton czegoś na co zużyto tyle pracy, tyle zasobów planety, tyle potu, krwi i łez gdzieś zalega nieużywane, ląduje na śmietniku, gnije, zostaje smyrgnięte gdzieś w kąt. Ale spirala zachłanności nakręca się. Ale może wcale to nie jest takie złe? Popytaj się innych. Spotkasz wielu, nawet takich z tytułami naukowymi, którzy ci powiedzą, że chciwość nie jest zła. Bo napędza koniunkturę gospodarczą, bo daje miejsca pracy. To niebanalny argument. Chcemy przecież, by ludzie mieli pracę. A zatem – kupujmy w nadmiarze, marnujmy, nie oszczędzajmy i nie bądźmy powściągliwi, to damy pracę potrzebującym. Brzmi dobrze, nie? I jak kojąco dla sumienia. Ale ja bym nie kończył pytać. Zapytałbym, co chciwość robi z umysłem człowieka… jak zmienia go tak, że nie potrafi się uspokoić… jak poszukuje wciąż nowych podniet, okazji, promocji… jak cierpi, gdy nie znajdzie czegoś korzystniejszego… jak nie potrafi się cieszyć życiem, światem, obecnością. Zapytałbym o to, co nieokiełznana łapczywość robi ze środowiskiem, z ograniczonymi przecież (ktoś w to wątpi?) zasobami naturalnymi. Jak samonakręcająca się zachłannością produkcja powoduje, że zaczyna nam brakować wody, kopalin, żyznej gleby, że zmieniamy klimat, trzebimy lasy, wybijamy zwierzęta. Zapytałbym też o te powstające na skutek chciwości miejsca pracy, o rosnąca zasobność społeczeństw. Rzeczywiście, jest coraz więcej bogactwa na świecie. Bogactwa skupionego w rękach coraz mniejszej ilości ludzi. Czy tak jak rośnie ogólny poziom zasobności, zwiększa się globalna ilość szczęścia na świecie? Jak to jest – chciwość napędza gospodarkę, rosnąca gospodarka generuje miejsca pracy a jednocześnie: coraz więcej ludzi żyje coraz biedniej, coraz mniej umie cieszyć się samym byciem, coraz trudniej im żyć zdrowo w coraz bardziej zmienionym przez przemysł środowisku i klimacie, ginie od coraz doskonalszych narzędzi do zabijania?
Ale jest jeszcze inny punkt widzenia. Bez górnolotnych słów i idei. Z tego punktu widzenia ktoś powie, może nie bez racji, że popadam w jakąś paranoję i robię z igły widły. Dlaczego skorzystanie z okazji, że gdzieś jest taniej ma być zaraz chciwością? Co złego w zaoszczędzeniu pieniędzy przy zakupach? Myślę, że jak najbardziej nic złego. Uważam, że oszczędność to nie chciwość. Nic złego, nic zdrożnego, nic szkodliwego. Według mnie - wręcz przeciwnie. Jestem za tym i popieram. Jak to się ma, do tego, co napisałem wcześniej? Otóż, myślę, że większość z nas ma taką wrodzoną mądrość, która pozwala rozpoznać, czy nie popadamy w jakąś masakryczną przesadę i czego naprawdę potrzebujemy a czego nie. Kiedy kończą się nasze potrzeby a zaczyna łapczywość. Postulowałbym zatem, aby jak najwięcej posługiwać się tym, co mamy rzeczywiście najcenniejszego – naszym Umysłem. I słuchajmy w sobie Jego, a nie gościa, który wciska nam do łapy nie nasze pieniądze i mówi: „Bierz, jak dają. I graj w naszą grę”.

P.S. No tak. Pewnie ten i ów się domyślił. Jest mi głupio, bo nie świętowałem, jak Mammon przykazał, Black Friday. Jakoś mi umknęło. Wymyśliłem więc jakaś ideologię, że niby jestem taki twardy zawodnik, że się nie daję omamić, a nie po prostu gapa. A jak jest naprawdę? Nie wiadomo dokładnie. Sekret.

P.P.S. A poza tym przypomniała mi się ta historia o trzech kubkach i pomyślałem, że powinien być jakiś współczesny powód, żeby opisać pradawne, samo w sobie mało ciekawe wydarzenie.

Theme by Danetsoft and Danang Probo Sayekti inspired by Maksimer